Muffinki i co siejesz to zbierasz!

 Nie jest to tak proste na jakie wygląda. Coaching w kuchni? Jak? Czy gotując brokuły mogę zadbać o swój rozwój?  Sukces? Szczęście? Tak, bo moje działanie i tylko moje działanie określa mój sukces, określa moją wartość! Nie inaczej, jednak nie oznacza to , że kiedy nie działamy to nic się w tle nie dzieje. 

 Kuchnia nadal jest domeną kobiet. Jak wynika z badań GfK Polacy spędzają w kuchni przeciętnie 6,1 godziny tygodniowo. Więcej przeczytacie Tutaj . Więc to dobre miejsce by wygospodarować czas spędzany tam na "5 minut dla siebie" Nie tylko! 

 Czy prawdą jest , że to jakie mamy nastawienie , co myślimy, jak myślimy, ma wpływ na to jak się czujemy po tym jak spożyjemy to co przygotowaliśmy? Tak , tak, jeszcze raz tak!

I nie są to bzdury wyssane z palca! 

 Spróbuj , ćwicz,  najlepiej jak gotujesz potrawę z wdzięcznością, z przyjemnością. 

Tak przygotuj posiłek! Z radosną myślą , że zasiądą do niego twoi bliscy, znajomi, a może ludzie, którzy odwiedzili twoją kuchnię. Wszystko wraca jak bumerang. Jedna z moich klientek pracując z "poprawą relacji w rodzinie" piekła ciasto, ale nikt tego ciasta nie chciał jeść. Na  sesji pracowałyśmy z tą sytuacją, na zasadzie - co robię nie tak? Kiedy zadałam pytanie: Proszę , przypomnij sobie jakie towarzyszyły Ci myśli jak zaczynałaś piec to ciasto? Odpowiedziała: "pomyślałam, k(przekleństwo) znów muszę piec dla nich to ciasto! O... 

 Tak, tak to jest. Pamiętam dwa razy jadłam wspaniałe pizzy (oprócz tej, którą robi moja córka). Jedną przygotowali moi znajomi kiedy zaprosili nas na kolację. Drugą jadłam przypadkiem z synem jak wracaliśmy z spaceru w lesie, w napotkanej restauracji. To była pizza regionalna z kapustą kiszoną. Nie chodzi tu o smak pizzy, tylko to jak wpłynęła na nasze samopoczucie chociaż smak też był boski. Chodzi o to jakie ona rozbudziła w nas pokłady radości , zadowolenia i miłych potem konwersacji. 

Jadłam też i takie dania, które były smaczne jednak sprawiały, że wspólne jedzenie kończyło się np. kłótnią przy stole, lub ludzie uciekali do swoich pokojów, czy wychodziłam z restauracji w kiepskim nastroju. 

 Czasami jest tak, że jest w człowieku dużo miłości, tak często  cieszymy się ,że jesteśmy już w domu i zdążymy przygotować bliskim posiłek. Niestety nosimy z sobą różne bagaże, np.: złość, której nie pozbyliśmy się kiedy ktoś zajechał samochodem drogę, problemy z pracy, które wciąż jak satelity latają wokół głowy. To wszystko może być niestety przyczyną tego, że po posiłku zamiast usiąść, przyjemnie przytulić drugą osobę, czy razem w zgodzie posprzątać w domu warczymy na siebie!

Jak temu zaradzić? No cóż możecie posadzić przed domem lub zawiesić przy wejściu (na zewnątrz) bluszcz, który ponoć oczyszcza. Tak na prawdę  można zastosować prostą wizualizację: jak myjesz ręce przed przygotowaniem posiłku  zmyj te "wszystkie brudy", oddaj to wodzie, praktyka czyni mistrza!

A potem , zamknij oczy i chwilę pooddychaj , przy każdym oddechu wejrzyj w siebie , w ciało , w serce i oddechem "posprzątaj". Możesz wizualizować, że z każdym oddechem wdychasz światło i przemieniasz to co ciemne, że wdychasz wdzięczność za życie, wdzięczność traktując siebie jednocześnie jak matka, która karmi niemowlę, tuli, i jak niemowlę, które czuje się szczęśliwe i bezpieczne. 

Za mało? Masz jeszcze złość? Ona informuje Cię, że ktoś przekroczył twoje granice. Powiedz jasno: Już wiem! Teraz jestem od Ciebie wolna. Jeszcze dziś do Ciebie wrócę i z tobą popracuję! Jesteś moim sprzymierzeńcem pokazałaś mi co nie gra. Prosto w oczy! I jestem za to wdzięczna. Pogadamy potem :)

I nie zapomnij o tym by z nią popracować. Jak o tym w kolejnym poście 

Lubicie muffinki?

To chyba najprostszy przepis jaki znam:

1 szklanka mleka

1 jajko

1/2 szklanki oleju roślinnego

2 szklanki mąki

7 łyżek (na bogato czyli kopiście) cukru jaki macie w kryształkach.

płaska łyżeczka sody i płaska łyżeczka proszku do pieczenia, chociaż możecie dać tylko proszek ale to wtedy też łyżeczkę bardziej na "bogato"

Dwa banany ugniecione widelcem. 

Wszystkie "mokre" składniki plus cukier wymieszać dodać przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. I do foremek na muffinki (tak 2/3 wysokości). Ja foremki wykładam papilotkami, a jak ich brak to piekę tylko w silikonowych, łatwiej wychodzą. 

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni (góra i dół) i pieczemy od 20 do 30 min. 

Sprawdzamy patyczkiem.

UWAGA! Wersja na bogato czyli najczęściej jak są goście za progiem ;) .

* Od miary mąki odejmujemy kopiastą łyżkę mąki i dodajemy garść tego co mamy tj.  np.: żurawiny, albo posiekane orzechy, albo daktyle, albo rodzynki.

* Druga wersja jest taka, że wkładamy raczej od wierzchu np: łyżeczkę dżemu, albo po kostce czekolady, cukierka krówkę (miękką), czekoladowego cukierka z nadzieniem advokat, łyżeczkę masła orzechowego, kawałek gruszki... Nadzienie dowolne. Przyznam , że eksperymentuję w tej kwestii jak mogę! Tylko te muffinki  piekę już raczej od 25 do 30 min. 

Kiedyś muffinki piekłam co dwa trzy dni. Zdarzyło się jak dorabiałam piekąc muffinki, to przepisów przerobiłam z setkę albo i więcej. :)

I pamiętaj pobłogosław posiłek! Nawet słowami: 

                                                  SMACZNEGO ŻYCIA!

Komentarze

Popularne posty